Spis treści.
Są w Tatrach miejsca, do których się wraca – nie dlatego, że są najłatwiejsze, ale dlatego, że zostają pod powiekami na długo. Dolina Pięciu Stawów Polskich to właśnie jedno z nich.
Wysoko położona, surowa, przestrzenna. Z błękitem stawów odbijających niebo i szczytami, które wydają się być na wyciągnięcie ręki. Trzeba się tu trochę wspiąć, trochę zmęczyć, złapać głębszy oddech. Ale kiedy staniesz nad brzegiem jednego ze stawów – wiesz już, że było warto.
To miejsce zmienia się wraz z porą roku. W lipcu tonie w soczystej zieleni, we wrześniu zaczyna płonąć złotem i rdzą. Za każdym razem zachwyca inaczej – i za każdym razem równie mocno.
Dlaczego Dolina Pięciu Stawów Polskich zachwyca o każdej porze roku?
Dolina Pięciu Stawów Polskich to, moim zdaniem, najpiękniejsza dolina w polskich Tatrach Wysokich.
Położona znacznie wyżej niż popularne doliny reglowe, takie jak Dolina Kościeliska, Dolina Chochołowska czy Dolina Małej Łąki, ma zupełnie inny charakter. Tutaj przestrzeń jest bardziej surowa, monumentalna, a krajobraz zdecydowanie bardziej wysokogórski.
Dojście nie należy do najłatwiejszych – podejście jest długie i momentami męczące – ale właśnie to sprawia, że wędrówka ma w sobie coś satysfakcjonującego. Każdy kolejny zakręt szlaku odsłania coraz szersze panoramy, a widoki, które czekają na miejscu, z nawiązką wynagradzają trud podejścia.
Byliśmy tu zarówno wczesnym latem (na początku lipca), jak i późnym latem – na początku września. I za każdym razem dolina wyglądała zupełnie inaczej.
W lipcu zachwyca intensywną, soczystą zielenią. Trawy i kosodrzewina skąpane w słońcu mienią się dziesiątkami odcieni, a krajobraz wydaje się niemal alpejsko świeży.
We wrześniu natomiast zaczyna się tu prawdziwy spektakl barw. Liście drzew oraz sit skucina powoli przybierają żółte i rdzawoczerwone odcienie. Trawy tracą wiosenną intensywność – letnie słońce wypala górskie polany, nadając im ciepłe, złote barwy. Ten kontrast – złoto łąk, ciemna zieleń świerków i chłodny błękit stawów – tworzy niezwykle malowniczy krajobraz późnego lata w Tatrach.
Dolina Pięciu Stawów – opis szlaku przez Dolinę Roztoki i Świstówkę. Parkingi
To jedna z piękniejszych pętli w Tatrach Wysokich, ale warto wiedzieć, z czym się wiąże. Poniżej zebrałam garść informacji przydatnych w planowaniu własnej wycieczki do Doliny Pięciu Stawów.
- Długość trasy: ok. 20,2 km (pętla). Trasa prowadzi Doliną Roztoki do Doliny Pięciu Stawów Polskich, a następnie przez Świstówkę Roztocką do Morskiego Oka.
- Czas przejścia: szacunkowo 7–9 godzin, realnie może być 9-10 godzin – w zależności od tempa, kondycji oraz liczby postojów (a widoków po drodze naprawdę nie brakuje).
- Poziom trudności: szlak średnio wymagający kondycyjnie. Technicznie nie jest bardzo trudny, ale długi i momentami stromy. Najlepiej sprawdzi się u osób z dobrą kondycją i podstawowym doświadczeniem górskim. Na odcinku między Doliną Pięciu Stawów a Morskim Okiem (w rejonie Żlebu Żandarmerii) znajduje się stromy i kruchy fragment ścieżki. Wymaga on dużej ostrożności, pewnego kroku i uważnego poruszania się po skałach.
- Podejścia: ok. 1069 m w górę – jak na Tatry Wysokie to już solidne przewyższenie, które odczujemy szczególnie przy podejściu do Siklawy i na odcinku nad Morskim Okiem.
- Dla dzieci: raczej dla starszych, przyzwyczajonych do dłuższych wędrówek. Ze względu na długość i przewyższenia trasa może być zbyt wymagająca dla młodszych dzieci.
- Wózki: nie – kamieniste podejścia, schody i strome odcinki całkowicie to wykluczają.
- Co zobaczysz po drodze: Wodogrzmoty Mickiewicza, wodospad Siklawa, Przedni Staw Polski przy schronisku, Mały i Wielki Staw Polski, a także Morskie Oko – zarówno z góry (ze Świstówki Roztockiej), jak i z poziomu tafli.
- Parking: Palenica Białczańska lub Łysa Polana.
- Schronisko na trasie: tak – Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów Polskich oraz Schronisko nad Morskim Okiem. To dobre miejsca na odpoczynek i uzupełnienie zapasów.
- Sezonowe zamknięcie: Odcinek przez Świstówkę Roztocką jest zamknięty w okresie od 1 grudnia do 15 maja ze względu na zagrożenie lawinowe.
Dojazd i parking – Palenica Białczańska czy Łysa Polana?
Wędrówkę najczęściej rozpoczynamy z parkingu w Palenicy Białczańskiej lub z drugiego parkingu na Łysej Polanie. W oba miejsca bez problemu dojedziemy samochodem, ale także busem z Zakopanego.
Podczas naszej ostatniej, lipcowej wycieczki nie udało się już zaparkować w Palenicy Białczańskiej – wszystkie miejsca były zajęte. W takiej sytuacji pozostaje parking w Łysej Polanie (oddalony o ok. 1,5 km) albo parking po stronie słowackiej.
Jeśli zaparkujemy w Łysej Polanie, do całkowitego dystansu trzeba doliczyć dodatkowe ok. 3 km (w obie strony).
Realny czas przejścia – wraz z odpoczynkami, zdjęciami i przystankiem w schronisku – to raczej 9–10 godzin. To zdecydowanie pomysł na całodzienną, intensywną wycieczkę.
Jeśli planujesz dojazd autem, zdecydowanie warto wyruszyć wcześnie rano. W sezonie letnim obłożenie parkingu w Palenicy jest bardzo duże – to stąd większość turystów rusza asfaltową drogą w kierunku Morskiego Oka. Im wcześniej przyjedziesz, tym większa szansa na spokojny start bez stresu.
Alternatywą jest dojazd busem z Zakopanego. Busy odjeżdżają z placu przy Dworcu PKP oraz zatrzymują się przy przystanku przy Al. 3 Maja, niedaleko Krupówek.
E-bilet na parking i wstęp do TPN – co warto wiedzieć przed wyjazdem?
Jeśli planujesz start z Palenicy Białczańskiej lub Łysej Polany, warto wiedzieć jedno: wjazd na parking w rejonie Morskiego Oka możliwy jest wyłącznie po wcześniejszym zakupie e-biletu online. Na miejscu nie kupimy już biletu u obsługi – nawet jeśli są wolne miejsca.
Rezerwacji dokonuje się przez oficjalną stronę Tatrzańskiego Parku Narodowego. W sezonie letnim miejsca potrafią wyprzedać się z kilkudniowym wyprzedzeniem, dlatego zdecydowanie warto zaplanować to wcześniej. E-bilet gwarantuje miejsce postojowe w wybranym dniu, ale o tym, czy zaparkujemy bliżej wejścia w Palenicy, czy na dalszym odcinku (np. w Łysej Polanie), decyduje kolejność przyjazdu i obsługa parkingu.
W praktyce oznacza to jedno – im wcześniej przyjedziemy, tym lepiej. W wakacje dobrze pojawić się na miejscu przed godziną 8:00, by uniknąć kolejek i spokojnie rozpocząć wędrówkę.
Wstęp na teren Tatrzańskiego Parku Narodowego również jest płatny. Bilet wejściowy można kupić online (co pozwala ominąć kolejki przy kasach) albo tradycyjnie przy wejściu na szlak. Jeśli jednak zależy Ci na sprawnym starcie, zakup przez Internet jest zdecydowanie wygodniejszy.
Nasza rada?
Jeśli wybierasz się w Tatry w weekend lub w środku sezonu, zarezerwuj parking i kup bilety ze sporym wyprzedzeniem. To drobiazg, który naprawdę potrafi oszczędzić sporo nerwów o świcie.
Długość trasy i czas przejścia
Cała pętla z parkingu w Palenicy Białczańskiej – przez Dolinę Pięciu Stawów Polskich, Morskie Oko i z powrotem – liczy ok. 20,3 km.
Choć przewodnikowy czas przejścia to niespełna 7 godzin, w praktyce zdecydowanie warto zarezerwować na tę trasę cały dzień. Tatry Wysokie nie wybaczają pośpiechu – czekają tu spore przewyższenia, dłuższe podejścia i momenty, w których po prostu trzeba złapać oddech.
Po drodze trudno też przejść obojętnie obok widoków. Panorama nad Doliną Pięciu Stawów, spojrzenie na Morskie Oko z góry czy odpoczynek przy wodospadzie Siklawa skutecznie wydłużają czas wędrówki – i bardzo dobrze. To trasa, którą warto smakować powoli.
Polecamy również zaplanować przerwę w Schronisku PTTK w Dolinie Pięciu Stawów Polskich – to jedno z najpiękniej położonych schronisk w Tatrach i idealne miejsce na regenerację.
Mapka z przebiegiem trasy znajduje się poniżej.
Asfaltowy odcinek – czego się spodziewać?
Z całej trasy aż 10,6 km prowadzi asfaltową drogą. To:
- odcinek z Palenicy Białczańskiej do odejścia zielonego szlaku za Wodogrzmotami Mickiewicza
- oraz droga powrotna znad Morskiego Oka do Palenicy.
Ten fragment bywa monotonny, szczególnie przy dużym ruchu turystycznym. Z drugiej strony pozwala na spokojne rozchodzenie nóg przed właściwym podejściem.
Doliną Roztoki w stronę Siklawy – jesienny początek
Naszą jesienną wędrówkę rozpoczęliśmy z Palenicy Białczańskiej. Już od pierwszych kroków czuć było, że to zupełnie inny świat niż w środku lata. Mniej ludzi, mniej gwaru, więcej powietrza między nami a górami.
Poranek był chłodny i krystalicznie rześki. Oddech unosił się w powietrzu, a słońce dopiero zaczynało zaglądać ponad korony drzew. Z każdą kolejną minutą robiło się cieplej – jesienne światło miękko otulało dolinę, a my stopniowo pozbywaliśmy się kolejnych warstw ubrań, skrupulatnie upychanych w plecakach.
Pierwszy odcinek prowadzi asfaltową drogą w stronę Morskiego Oka. To najpopularniejszy szlak w polskich Tatrach – tutaj ruch właściwie nigdy nie ustaje. Jednak jesienią nawet ten fragment wydaje się spokojniejszy. Kolorowe liście kontrastują z ciemną zielenią świerków, a powietrze pachnie wilgotnym lasem.
Huk Wodogrzmotów Mickiewicza słychać jeszcze zanim zobaczymy wodę. Potężny, głęboki, odbijający się od skał. To dobry moment na pierwszy przystanek i kilka zdjęć.
Za wodospadami odbijamy w prawo na zielony szlak prowadzący Doliną Roztoki. Kończy się asfalt, zaczyna kamień, korzenie i coraz wyraźniejsze podejście pod górę. Z każdym krokiem robi się ciszej. Tłum zostaje za plecami, a my wchodzimy w bardziej surową, górską przestrzeń.
Jesienią Dolina Roztoki ma w sobie coś szczególnego. Złote trawy, rdzawe liście i chłodne cienie między skałami tworzą krajobraz, który zmienia się z każdym zakrętem ścieżki. Słychać tylko szum potoku i własny oddech.
Szlak prowadzi nas aż do Wielkiej Siklawy – najwyższego wodospadu w polskich Tatrach. Strumień wody spadający z wysokości ponad 60 metrów robi ogromne wrażenie, zwłaszcza gdy wokół dominują już jesienne barwy.
To właśnie tutaj kończy się pierwszy, bardziej leśny etap wędrówki. Jeśli chcesz przeczytać jego szczegółowy opis – przejście Doliną Roztoki aż do Siklawy – znajdziesz go w osobnym wpisie.
- GórskomałopolskiePolskaTatry Wysokie
Wielka Siklawa – najłatwiejszy szlak Doliną Roztoki w Tatrach Wysokich
przez AsiaZielony szlak Doliną Roztoki to najłatwiejsza droga do Wielkiej Siklawy – największego wodospadu w Polsce. Choć podejście potrafi zmęczyć, widok potężnych kaskad na potoku Roztoka w Tatrach Wysokich sprawia, że każdy krok był wart wysiłku.
Magia Doliny Pięciu Stawów Polskich
Kiedy po mozolnym podejściu od Siklawy wychodzimy wyżej i nagle przed oczami otwiera się przestrzeń doliny, pojawia się ten moment zatrzymania. Pierwsze spojrzenie na Wielki Staw Polski zawsze robi na mnie ogromne wrażenie. Tafla wody – raz głęboko granatowa, innym razem niemal turkusowa – odbija surowe ściany skalne i poszarpane grzbiety szczytów. W bezwietrzny dzień woda jest jak lustro. W chłodniejszy, jesienny poranek delikatnie marszczy ją wiatr, a światło tańczy po powierzchni.
To chwila, w której zmęczenie schodzi na drugi plan. Czujesz przestrzeń. Ciszę. I to charakterystyczne górskie „coś”, którego nie da się do końca nazwać, ale które sprawia, że chce się wracać.
A przecież nie zawsze było tak łatwo.
Pamiętam naszą pierwszą wycieczkę tą trasą. Dolina Roztoki, podejście pod Siklawę, a później wejście do Doliny Pięciu Stawów dały nam wtedy solidny wycisk. Nie chodziliśmy jeszcze regularnie po górach, więc kondycja pozostawiała wiele do życzenia.
Z perspektywy czasu mogę powiedzieć jedno – tak, ta trasa potrafi zmęczyć. Ale im częściej wracamy w góry, tym wyraźniej czujemy różnicę. Dziś wchodzimy tu spokojniej, pewniej, z większą świadomością własnych możliwości. I właśnie dlatego warto chodzić – jak najczęściej i jak najdalej. Dla zdrowia. Dla kondycji. Dla głowy.
Wracając jednak do samej doliny…
Za każdym razem, gdy tu docieram, czuję to samo wzruszenie. Bezkres przestrzeni, otwarte panoramy i cisza między szczytami mają w sobie coś niemal hipnotyzującego. Dolina zachwyca z każdej strony – zarówno w okolicach schroniska, jak i z wyższych partii, skąd widać jej pełne, surowe oblicze. To miejsce ma w sobie magię. Właśnie dlatego tak bardzo lubię tu wracać.
W całej Dolinie Pięciu Stawów Polskich – jak sama nazwa wskazuje – znajduje się pięć stawów. Jednak w bezpośrednim sąsiedztwie schroniska zobaczymy trzy z nich:
Przedni Staw Polski – tuż przy budynku,
Mały Staw Polski – najmniejszy z całej piątki, położony obok,
oraz Wielki Staw Polski – największy, który mijamy, wchodząc do doliny od strony wodospadu Siklawa.
Każdy z nich ma inny charakter. Inne światło. Inny kolor wody – zależny od pory dnia, pogody i pory roku.
Każdy z nich ma inny charakter. Inne światło. Inny kolor wody – zależny od pory dnia, pogody i pory roku.
A kiedy spojrzysz na dolinę z nieco wyższej perspektywy – ze szlaku prowadzącego ponad stawami – zobaczysz ją w całej okazałości: rozlaną szeroko między szczytami, spokojną, surową i jednocześnie niezwykle delikatną. I wtedy naprawdę rozumiesz, dlaczego to miejsce uznawane jest za jedno z najpiękniejszych w polskich Tatrach.
W stronę Morskiego Oka – przez Świstówkę Roztocką
Po nacieszeniu oczu Doliną Pięciu Stawów Polskich i obowiązkowej szarlotce w schronisku czas ruszać dalej – w stronę Morskiego Oka.
Do wyboru mamy dwa główne szlaki:
– niebieski przez Świstówkę Roztocką,
– żółty przez Szpiglasową Przełęcz.
My wybieramy szlak przez Świstówkę Roztocką. Moim zdaniem jest bardziej dostępny i przystępniejszy kondycyjnie, a przy tym oferuje naprawdę spektakularne widoki. Prowadzi w poprzek Opalonego Wierchu i pozwala spojrzeć na Dolinę Pięciu Stawów z zupełnie innej perspektywy. Co więcej – po drodze zobaczymy także Morskie Oko z góry, co zawsze robi ogromne wrażenie.
Kierujemy się więc na niebieski szlak. Mijamy Przedni Staw Polski, a ścieżka początkowo prowadzi wśród kosodrzewiny i jest stosunkowo łagodna. To jeszcze spokojny etap. Po chwili jednak zaczynamy wyraźnie nabierać wysokości.
Warto co jakiś czas odwrócić się za siebie. Z każdym metrem w górę widok staje się coraz szerszy. W dole widać trzy stawy Doliny Pięciu Stawów Polskich – Przedni, Mały i Wielki – ułożone niczym górska mozaika między skałami.
Po osiągnięciu wierzchołka Świstowej Czuby skręcamy w prawo i kierujemy się w stronę Świstowej Kopy. Stąd rozpościera się szeroka panorama na Dolinę Pięciu Stawów, Tatry Wysokie i Opalony Wierch. To jeden z tych momentów, kiedy naprawdę warto przystanąć na dłużej.
Trudniejsze fragmenty na Świstówce
W warunkach letnich szlak przez Świstówkę Roztocką jest bardzo przystępny turystycznie. Nie oznacza to jednak, że nie ma tu miejsc wymagających większej uwagi.
Pierwszym z nich jest odcinek, w którym szlak przecina Żleb Żandarmerii. Znajduje się tu strome przejście wzdłuż skały. Kiedyś zamocowany był tu łańcuch asekuracyjny, jednak obecnie go nie ma. Trzeba zachować szczególną ostrożność – zwłaszcza przy wilgotnej skale lub w czasie załamania pogody.
Drugie utrudnienie to fragment prowadzący po dużych, kamiennych głazach. Niektóre z nich są dość wysokie, co może być nieco uciążliwe przy schodzeniu – szczególnie dla dzieci czy osób niższego wzrostu. Sama kilka razy musiałam tu kucnąć, by bezpiecznie zejść ze skały.
Wieczór nad Morskim Okiem
I wreszcie nadchodzi ten moment.
Po wyjściu wyżej, kiedy ścieżka zaczyna delikatnie opadać w stronę Morskiego Oka, nagle między skałami pojawia się ono – niewielkie z tej perspektywy, otoczone stromymi ścianami Mięguszowieckich Szczytów. Z góry wygląda niemal nierealnie. Gładka tafla wody zamknięta w kamiennym amfiteatrze. W słoneczny dzień mieni się głębokim granatem, w pochmurny przybiera stalowy odcień.
To widok, dla którego naprawdę warto wejść tędy, a nie asfaltową drogą od dołu.
Chwilę później zaczynamy zejście. Kamienie ustępują miejsca wygodniejszej ścieżce, aż w końcu schodzimy na asfaltową drogę prowadzącą do Morskiego Oka. Tutaj szlak niebieski łączy się z czerwonym. Skręcając w prawo, w niecałe 10 minut docieramy nad samo jezioro.
Nad Morskim Okiem znajduje się Schronisko PTTK Morskie Oko. Byliśmy tu już kilkukrotnie. Wstyd przyznać – samego jeziora jeszcze nie obeszliśmy dookoła. Może kiedyś nadrobimy tę zaległość.
Zwykle docieramy tu bowiem późnym popołudniem albo wieczorem. Obejście Morskiego Oka zajęłoby dodatkową godzinę, a przed nami wciąż pozostaje 7,7 km lub 9,1 km do parkingu – w zależności od tego, gdzie zostawiliśmy samochód. A w górach zmrok potrafi zapaść szybciej, niż się spodziewamy.
Choć wielu turystów woli zobaczyć Morskie Oko w pełnym słońcu, ja najbardziej lubię je właśnie o tej porze. Gdy tłum już się rozchodzi, kolejki w schronisku znikają, a gwar cichnie. Zostaje spokojna tafla wody i światło powoli gasnące na szczytach.
Po całym dniu wędrówki to prawdziwa wisienka na torcie. Cicha nagroda za każdy pokonany kilometr.
Właśnie dlatego ta pętla przez Dolinę Roztoki, Dolinę Pięciu Stawów i Świstówkę Roztocką zostaje ze mną na długo. To nie tylko ponad 20 kilometrów górskiej wędrówki, ale droga przez zmęczenie, zachwyt i ciszę, która zostaje w głowie jeszcze długo po powrocie do domu.
Wiem jedno – będę tu wracać. Za widokiem stawów, za wieczornym światłem nad Morskim Okiem i za tym nieuchwytnym górskim „czymś”, którego nie da się opisać, a które zawsze każe ruszyć znowu w drogę.
Jeśli planujesz kolejne tatrzańskie wędrówki, zajrzyj także do naszych pozostałych wpisów z Tatr – znajdziesz tam zarówno łatwiejsze trasy dolinne, jak i bardziej wymagające szlaki z szerokimi, wysokogórskimi panoramami.
-
Czerwone Wierchy to cztery dwutysięczniki Tatry Zachodnie oferujące jedne z najpiękniejszych panoram w całych Tatrach. To długa, wymagająca kondycyjnie trasa – bez schronisk po drodze i bez miejsc, w których można schować się przed nagłą zmianą pogody. Propozycja dla prawdziwych górskich piechurów, którzy cenią przestrzeń, wiatr na grzbiecie i całodniowe wędrówki z widokiem na horyzont.
- GórskomałopolskiePolskaTatry Wysokie
Rusinowa Polana i Gęsia Szyja – opis szlaku z Zazadniej (pętla przez Rówień Waksmundzką)
przez AsiaPropozycja łatwego szlaku przez Wiktorówki, Rusinową Polanę, Gęsią Szyję, Rówień Waksmundzką i Polanę pod Wołoszynem. Przepiękna panorama na Tatry Wysokie, Zachodnie i Bielskie.
- GórskomałopolskiePolskaTatry Wysokie
Wielka Siklawa – najłatwiejszy szlak Doliną Roztoki w Tatrach Wysokich
przez AsiaZielony szlak Doliną Roztoki to najłatwiejsza droga do Wielkiej Siklawy – największego wodospadu w Polsce. Choć podejście potrafi zmęczyć, widok potężnych kaskad na potoku Roztoka w Tatrach Wysokich sprawia, że każdy krok był wart wysiłku.
-
Relacja z dachu Tatr – z drugiego najwyższego szczytu całego pasma, czyli Łomnicki Szczyt (2634 m n.p.m.). To miejsce, gdzie naprawdę można poczuć się jak w niebie i dosłownie pobujać w obłokach. Nawet gdy szczyt spowija mgła, magia tego miejsca nie znika – przeciwnie, staje się jeszcze bardziej wyczuwalna.
Postaw kawę
Jeśli ten artykuł pomógł Ci zaplanować podróż, odkryć nowe miejsce albo był po prostu chwilą inspiracji — możesz postawić mi wirtualną kawę. Coraz więcej czytelników wspiera to miejsce — będzie mi ogromnie miło, jeśli kiedyś zechcesz dorzucić swoją kawę. To drobny gest, dzięki któremu mogę nadal tworzyć przewodniki, trasy i miejsca warte drogi.
Stawiam kawęTylko miejsca warte drogi.
Spokojne inspiracje, mniej znane szlaki i miejsca, które naprawdę prowadzą w naturę.
Możemy być w kontakcie tak, jak Ci wygodnie.
