Trzy Korony ze Sromowiec Niżnych

przez Asia
91 wyświetleń

Spis treści.

Jak trafiliśmy z deszczu pod rynnę.

Wejście na malowiczo wznoszący się nad Przełomem Dunajca Masyw Trzech Koron (982 m n.p.m.) miał być naszym sposobem na uniknięcie deszczu w Tatrach. Pech jednak chciał, że uciekając przed ulewą w jednym miejscu, można wpaść z deszczu pod rynnę… Niby banał, ale tak właśnie było w naszym przypadku. Chcąc bowiem uciec przed autentycznie czarną chmurą na Słowacji, trafiliśmy na ulewę w Pieninach i to wtedy, gdy byliśmy już w połowie szlaku prowadzącego na Trzy Korony. 

Nasz pierwotny plan dnia był zgoła inny. Planowaliśmy bowiem na ten dzień wycieczkę w Tatry Bielskie. W zasadzie można powiedzieć, że planowałam, bo mój mąż jechał na zasadzie “znowu coś wymyśliła…”. Tak to już z nim jest. Najpierw dużo marudzenia, potem zadowolony, że pojechał. Znacie to?

Jak się jednak okazało, plany pokrzyżowała nam pogoda. Już po przekroczeniu granicy polsko-słowackiej, bliżej wejścia na szlak po słowackiej stronie, naszym oczom ukazała się bardzo niepokojąca, ciemna chmura. Trzeba było więc się dostosować, szybko zmienić plany i zrezygnować z Tatr po słowackiej stronie. Chwila namysłu i wsiedliśmy z powrotem do samochodu. Kierunek – Pieniny. Liczyliśmy bowiem na to, że deszcz nie dotrze jeszcze w te rejony i że dzień nie będzie przez to stracony. Wiadomo, na wyczekiwanym długo urlopie każdy dzień ma znaczenie. Szkoda by było go spędzić w hotelu.

Parking w Sromowcach Niżnych.

Początkowo pogoda była dość dobra, więc pełni entuzjazmu wysiedliśmy z samochodu w Sromowcach Niżnych. Parking pod samymi Trzema Koronami znajduje się tuż przy wejściu na szlak – przy ul. Trzech Koron. Jest płatny (my płaciliśmy 12 zł za dzień, ale to było w 2020r., jak ten czas leci…). 

Z parkingu widać z daleka pięć turni Trzech Koron, w stronę których się udajemy. Szczyt Trzech Koron uznawany jest za najpiękniejszy szczyt Pienin i właśnie dzisiaj mieliśmy się o tym przekonać. A w zasadzie na to liczyliśmy.

W okolicach Masywu Trzech Koron znajduje się Schronisko PTTK Trzy Korony. Odbiega nieco od tatrzańskich czy karkonoskich schronisk (dla mnie nie ma takiego klimatu), ale można się tu schronić, zjeść i się napić. A do samego schroniska dojdziemy z parkingu asfaltową drogą. 

Trzy Korony ze Sromowiec Niżnych.

Niewielka wieś Sromowce Niżne położona nad malowniczym Dunajcem, leży jednocześnie u stóp Masywu Trzech Koron. To właśnie stąd rozpościera się najładniejszy widok na ten symbol Pienin, na czele z Okrąglicą. Widać stąd bardzo dobrze, skąd wzięła się nazwa masywu. Przypomina on bowiem skalną koronę, wznoszącą się 500 metrów nad głowami.  

Szlak na szczyt jest banalnie prosty, nie wymaga żadnego sprzętu. Warto zabrać jednak ze sobą wodę i wygodne buty trekkingowe, po prostu dla naszej wygody. 

Zdecydowaliśmy się na wejście zielonym szlakiem, a zejście szlakiem żółtym. Ten ostatni prowadzi przez malowniczy Wąwóz Szopczański, którego nazwa pochodzi od pobliskiej Przełęczy Szopka, którą także mieliśmy okazję minąć w drodze na szczyt Trzech Koron. Co ciekawe, to właśnie w tym wąwozie kręcono niegdyś sceny do filmu “Potop” Jerzego Hoffmana, nawiązując tym samym do legendy o tym, jak to górale uratowali niegdyś króla Jana Kazimierza przed Szwedami. 

Cała trasa na Trzy Korony i z powrotem jest dość krótka, bo niespełna 7,5-kilometrowa. Do przejścia bez postojów w około 3 godziny. Kto by jednak nie zatrzymał się choć na chwilę? Zwłaszcza, że widok z Masywu Trzech Koron do tego bardzo zachęca.

Zielony szlak na Trzy Korony ze Sromowiec Niżnych.

Polecamy ten szlak zwłaszcza w upalne dni, gdyż gęsty las oferuje świetną ochronę przed słońcem. Szlak rozpoczyna się chwilę za niewielkim potokiem i dość szybko prowadzi pod górę. Ciekawym urozmaiceniem są kamienne oraz drewniane schodki na szlaku.

W czasie naszej wędrówki, mniej więcej w połowie szlaku, lunął deszcz. Szybko musieliśmy się dostosować do panujących warunków pogodowych. Początkowo ratowaliśmy się parasolami, które jednak nie były wygodne podczas wchodzenia. Następnie sięgnęliśmy po nasze foliowe pelerynki, kupione niegdyś w którymś ze sklepików na Zakopiańskich Krupówkach. One także okazały się niewystarczające, bo wilgoć wnikała dosłownie wszędzie. Niestety nie był to wyborny dzień na wyprawę po szczytach. 

To mi przypomina, że w przyszłości trzeba będzie zainwestować w coś porządniejszego… ale w tamtym momencie pelerynki uratowały nam dzień. Tak na marginesie, taka peleryna okazała się niezbędna podczas rozszerzania diety naszego synka, który na początku próbował nowych smaków siedząc na naszych kolanach. Dzięki niej byliśmy trochę czystsi i nie musieliśmy się przebierać po każdym posiłku. Prosta rzecz, a ile zastosowań!

Wróćmy jednak na obrany przez nas szlak na Trzy Korony.

Polana Kosarzyska.

Zielony szlak prowadzący w stronę szczytu Trzech Koron kończy się na Polanie Kosarzyska. Dla nas nie było to zbyt przyjazne miejsce, gdyż na otwartej przestrzeni nie mogliśmy się nigdzie schronić przed deszczem. Na szczęście stąd już nieco ponad 20 minut do wejścia na platformę widokową na Okrąglicy, czyli najwyższej z turni szczytowych Trzech Koron.

Okrąglica - pieniński symbol nad Dunajcem.

Skalną koronę Trzech Koron tworzy, wbrew nazwie, aż pięć turni szczytowych. Sama nazwa Koron pochodzi jeszcze z czasów polsko-węgierskich, kiedy to wejście na szczyt kosztowało pięć koron. 

Najwyższą z turni szczytowych jest Okrąglica (982 m n.p.m.). Na niej właśnie znajduje się stalowa platforma widokowa. Pozostałe turnie korony to: Płaska Skała, Nad Ogródki, Pańska Skała i Niżna Okrąglica.

Turnie mają ponadto swe potoczne odpowiedniki nadane przez flisaków, którzy od dawna spławiają Dunajcem turystów, pokazując im piękno tego rejonu. Szczyty nazwane zostały przez miejscowych tak (od lewej):  Pochyły dziadek, Okazała Babka i ich trzy wnuczki: Wysoka Kaśka, Gruba Baśka i Kudłata Maryśka.

W Pieninach tylko dwa miejsca objęte są opłatą sezonową, pobieraną między 20 kwietnia a 31 października. Są to właśnie Okrąglica oraz Sokolica. Bilet wykupiony na Trzech Koronach jest ważny w tym samym dniu na Sokolicy i odwrotnie. Aktualne cenniki znajdują się na stronie Pienińskiego Parku Narodowego.

Na platformie widokowej na Okrąglicy.

Po zakupie biletów udajemy się na platformę widokową na Okrąglicy. Wiodą na nią stalowe pomosty, a następnie ażurowe schody. Po deszczu może być trochę ślisko, dlatego warto trzymać się poręczy. Ruch jest dwukierunkowy.

W czasie burzy wejście na platformę widokową jest zabronione. Na szczęście trafiliśmy tutaj zaledwie w czasie deszczu, więc mogliśmy wejść na platformę. Co prawda, niewiele było z niej widać. Ubolewamy zwłaszcza nad tym, że widok na Tatry i inne pasma górskie nie był taki, jaki mógłby być przy bardziej sprzyjającej pogodzie.

A warto się tu wybrać nie tylko dla widoku Tatr. Z platformy widokowej na Okrąglicy można podziwiać także Beskid Sądecki i Beskid Żywiecki, Gorce, Magurę Spiską, a nawet odległą stąd o 63 km Babią Górę. 

Na szczęście, jak tylko chmury okalające Okrąglicę się trochę rozstąpiły, na otarcie naszych łez, mogliśmy się cieszyć ładnym widokiem na Przełom Dunajca i 500-metrową przepaść. Po drugiej stronie Dunajca widać stąd słowacki Czerwony Klasztor (słow. Červený kláštor) – udostępniony do zwiedzania kompleks klasztorny z 1330 roku. 

Poza tym na platformie widokowej byliśmy jedynymi gośćmi, co jest niezwykle rzadkie w sezonie. Na platformie zmieści się bowiem nawet 30 osób. Często także trzeba odczekać swoje w kolejce przed samym wejściem na platformę.

 

Przełęcz Szopka (zwana inaczej Chwała Bogu).

Schodząc z Trzech Koron, mijamy po drodze drewnianą wiatę turystyczną, która w normalnych warunkach zachęcałaby nas do chwili odpoczynku. My jednak nie zatrzymujemy się. Pędzimy dalej i szybko znajdujemy się na Przełęczy Szopka.

Szlak niby prosty i przyjemny. Wieść jednak głosi, że ta druga nazwa przełęczy, czyli Chwała Bogu, nie wzięła się znikąd. Wchodząc bowiem od strony Wąwozu Szopczańskiego można się na tym szlaku nieco zasapać. Wejście na polanę jest zwieńczeniem naszego trudu pod górę. Słowa ulgi w postaci: “Chwała Bogu!” są więc w pełni uzasadnione.

Tak czy inaczej, jest to często miejsce odpoczynku po trudach wędrówki, do czego zresztą zachęcają drewniane ławeczki. My akurat nie byliśmy zmęczeni (bardziej doskwierały nam wilgotne ubrania), więc czym prędzej schodziliśmy dalej. W czasie ładniejszej pogody warto się jednak tu zatrzymać na dłużej i nacieszyć piękną panoramą na Tatry i pogórza Spisza

Przełęcz Szopka to także ważny węzeł komunikacyjny szlaków. Można stąd dotrzeć nie tylko na Trzy Korony, ale także na Górę Zamkową albo zejść do Krościenka. 

Stąd po kilku minutach, po przejściu jeszcze Polany Szopka, wkraczamy do Wąwozu Szopczańskiego.

Wąwóz Szopczański.

Schodzimy do wąwozu po leśnych stopniach. Zejście z przełęczy jest miejscami dość strome, dzięki czemu szybko nabieramy rozpędu. Górna część Wąwozu Szopczańskiego jest porośnieta gęstym lasem. Po drodze przeskakujemy jeszcze przez Szopczański Potok i już znajdujemy się na półkilometrowym parowie skalnym.

Nazwa wąwozu nawiązuje do polany i Przełęczy Szopka (nie mylić z imieniem Sobek). Nadal spotyka się niekiedy błędną nazwę – Wąwozu Szobczańskiego, a nie Szopczańskiego. 

Wąwóz wije się tu malowniczo między skalnymi ścianami, których wysokość sięga nawet 40 metrów, tworząc kanion. Znajduje się między zachodnimi zboczami Trzech Koron oraz wschodnimi zboczami Podskalniej Góry. Uważany jest za jeden z ładniejszych wąwozów pienińskich.

Naturalne ukształtowanie tego terenu, w tym liczne jaskinie i załomy skalne służyły niegdyś do organizowania zasadzek na przejeżdżających Tatarów i Szwedów w czasie potopu szwedzkiego. Prawdopodobnie w zasadzkach tych brali udział zbójnicy. Zgodnie z flisacką legendą, pienińscy górale wraz ze zbójnikami obronili w tym miejscu króla Jana Kazimierza i jego orszak przed grupą Szwedów. 

Wąwóz kończy się znajdującymi się po prawej stronie urwiskami i piargami Podskalniej Góry, zwanymi przez miejscowych Cieplicą, gdyż to na nich wiosną najwcześniej topniały śniegi.

Myślę, że w Wąwozie Szopczańskim byłoby zdecydowanie bardziej malowniczo w słoneczną pogodę. My jednak przemknęliśmy nim szybko w deszczu, marząc o ściągnięciu zawilgoconych ubrań i ciepłej herbacie w Schronisku PTTK Trzy Korony.

Niewątpliwym plusem naszej wędrówki w taką pogodę było chyba tylko to, że wąwóz mieliśmy cały dla siebie. Zachęcam jednak do wybrania się w to miejsce w nieco lepszą pogodę. 

sromowce nizne dunajec trzy koronypieniny trzy korony bezkresnepodroze

Podobało się? Zainspirowałam?

Zostań proszę na dłużej - obserwuj mój profil na Facebooku. Będzie mi również bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad na blogu :-).

Skomentuj

Spodoba Ci się także