Czerwone Wierchy czerwonym szlakiem

przez Asia
343 wyświetleń

Spis treści.

Czerwony szlak na Czerwone Wierchy to jeden z piękniejszych szlaków w Tatrach Zachodnich. Nie bez znaczenia jest to, że szlak ten oznaczono kolorem czerwonym. Jest to bowiem główny szlak prowadzący na Czerwone Wierchy, a przy tym najbardziej widokowy.

Grzbietem Czerwonych Wierchów i przełęczy, które mijamy między szczytami, biegnie granica polsko-słowacka. 

Nam udało się zdobyć jednego dnia nie tylko Czerwone Wierchy, ale także Giewont. Jeśli macie dobrą kondycję i będziecie się czuli jeszcze na siłach, bardzo polecam taką właśnie formę zdobycia znanego Śpiącego Rycerza.

Czerwone Wierchy - co to takiego? Od czego pochodzi ich nazwa?

Pod pojęciem Czerwonych Wierchów kryją się zaś cztery dwutysięczniki Tatr Zachodnich, które możemy zdobyć jednego dnia. Należą do nich (w kolejności, w jakiej je zdobywaliśmy):

  • Ciemniak (2096 m n.p.m.),
  • Krzesanica (2122 m n.p.m.),
  • Małołączniak (2096 m n.p.m.),
  • Kopa Kondracka (2005 m n.p.m.).

Zbocza Czerwonych Wierchów porośnięte są gęsto niepozorną roślinką zwaną sit skucina, która wyglądem przypomina nieco zwykłą trawę. Skucina to góralska nazwa szczeciny. Tworzy ona gęste, zwarte kępy o szczeciniastym charakterze. Pełni także rolę zabezpieczającą zbocza przed erozją gleby. 

Prócz tego, że jest bardzo pożyteczna i ekstremalnie odporna na trudne tatrzańskie warunki, przepięknie dekoruje zbocza Czerwonych Wierchów, zwłaszcza jesienią. Wówczas bowiem zmienia swą barwę na piękny, rdzawoczerwony kolor, dzięki czemu Czerwone Wierchy cudownie przyozdabiają się w jesienne szaty. To właśnie od jesiennej barwy ten rośliny pochodzi nazwa czterech Czerwonych Wierchów. 

My co prawda wędrowaliśmy tym szlakiem w lecie, więc ominęły nas rdzawe kolory jesieni. Tym niemniej warto się tu wybrać niezależnie od pory roku. 

Czerwony szlak na Czerwone Wierchy. Mapa i czas przejścia.

Na Czerwone Wierchy prowadzi wiele szlaków. My jednak zdecydowaliśmy się na czerwony szlak prowadzący z Doliny Kościeliskiej

Jest to co prawda najbardziej znany szlak na te szczyty, ale także najbardziej wart przejścia. Mimo, że na Wierchy wybraliśmy się w ścisłym sezonie turystycznym, bo na początku lipca, to wędrowało się bardzo spokojnie. Jedynie od czasu do czasu kogoś mijaliśmy. Tatry Zachodnie są powszechnie uznawane za mniej uczęszczane (nie licząc rzecz jasna dolin!) niż ich Wysoki odpowiednik i faktycznie coś w tym jest. 

Trasa nie jest trudna pod względem technicznym. Wymaga jednak dobrej kondycji. Pewną niedogodnością na szlaku jest także to, że nie ma tu absolutnie żadnego schroniska, więc jeśli traficie po drodze na niepogodę, to szczerze mówiąc, współczuję😊. Nie będzie się bowiem, gdzie skryć, a na Czerwonych Wierchach potrafi wiać nieprzeciętnie. I nie chodzi mi nawet o halny, bo wycieczka na Czerwone Wierchy w czasie halnego jest bardzo niebezpieczna. Także typowy, zwykły wiatr potrafi się tu nieźle rozpędzić i nawet w lipcu przydały się nam w tym miejscu kurtki.

Mimo, że sam szlak nie nastręcza większych trudności, także tutaj zdarzały się wypadki śmiertelne. Zbaczanie ze szlaku, zwłaszcza przy słabej widoczności, może zakończyć się tragicznie.

Poniżej znajdziecie zaś mapkę z propozycją trasy, którą przeszliśmy w warunkach letnich. Jak sugeruje mapa, trasę liczącą niemal 19 km można przejść w niecałe 10 godzin. Nam cała wycieczka zajęła mniej właśnie tyle, może trochę więcej, ale za to łącznie z przystankami. Na szczęście pod samym Giewontem było pusto, więc nie musieliśmy czekać w kolejce do wejścia na szczyt. To by z pewnością dodatkowo wpłynęło na czas przejścia. 

Jak przygotować się do wędrówki po Czerwonych Wierchach w sezonie letnim?

Zabierzcie ze sobą dobrą kondycję😊. Nie jest to szlak dla ludzi, którzy mało chodzą. To propozycja dla prawdziwych górskich piechurów.

Ponadto, z uwagi na to, że na szlaku nie zobaczycie żadnego schroniska, obowiązkowo trzeba zabrać ze sobą duże ilości wody i prowiantu. Tak, żeby wystarczyło Wam na cały dzień chodzenia. 

Warto mieć ze sobą także czapkę z daszkiem lub lekką czapkę (albo nawet jedno i drugie), gdyż, w zależności od pogody, możecie chcieć osłonić się przed słońcem lub zimnym wiatrem.  Przyda się także kurtka. Nam przydały się kurtki przez jakiś czas, bo na szczytach Ciemniaka i Krzesanicy wiało bardzo przenikliwie zimnym wiatrem. Później, kiedy zrobiło się już nieco cieplej, kurtki powędrowały do plecaków. 

Wybierając się na taką długą trasę, świetnie sprawdzają się buty z grubą podeszwą. Chodzenia jest tutaj bowiem co niemiara, również po kamieniach. Ze względu na to, że po Czerwonych Wierchach wybraliśmy się jeszcze na Giewont, buty z grubszą, bardziej bieżnikową podeszwą okazały się zbawienne.

Szlak na Czerwone Wierchy - z Doliny Kościeliskiej do Chudej Przełączki.

Na wycieczkę na Czerwone Wierchy wybraliśmy pogodny dzień, możliwie jak najmniej gorący w tym czasie. Padło więc na porę, kiedy żadna z prognoz nie przewidywała burz czy nawet przelotnych opadów. Było pięknie – mimo, że słonecznie, to jednak niezbyt upalnie. Cieszyliśmy się więc bardzo, bo upał skutecznie utrudniałby nam wycieczkę.

Parking w Kirach.

Auto zostawiliśmy na jednym z parkingów w Kirach. Jest tu kilka parkingów, które nie różnią się zbytnio odległością od wejścia na szlak, ale mogą się różnić ceną. Warto więc mieć rozeznanie w opłatach i góralskich próbach wyciągania pieniędzy od pozbawionych rozeznania turystów.

Parkując w Kirach, zwykle wybieraliśmy parking za mostkiem i parkowaliśmy tam zresztą poprzedniego dnia. Tego dnia coś nas jednak podkusiło i zaparkowaliśmy na jednym z parkingów przed mostkiem. O mały włos nie wsiedliśmy z powrotem do auta po tym, jak żądny dudków parkingowy zaśpiewał nam za parking cenę 30 zł. Mało się za głowy nie złapaliśmy. Dla porównania, za parking za mostkiem, czyli jakieś 100 m dalej, płaciliśmy jakieś 15 zł. Ostatecznie, po negocjacjach, parkingowy opuścił cenę do 20 zł. 

Rozumiem, że koronawirus przetrzebił góralskie portfele, ale żeby aż tak łupić turystów?

Cudakowa Polana - tu odbijamy we właściwy szlak.

Początkowo wędrujemy Doliną Kościeliską. Wspominałam już o tym, że przy szlaku nie ma żadnego schroniska? W Dolinie można jeszcze skorzystać z mobilnych toalet, które znajdują się tuż przed rozejściem szlaków przy Cudakowej Polanie. Później nie ma już żadnych takich ustronnych miejsc. 

Z Doliny Kościeliskiej odbijamy zaś na Cudakowej Polanie przed mostem nad potokiem w lewo. Trochę pod górę, ale niewiele. Za to później, od Zahradzisk, będziemy wędrować wyłącznie pod górę. Zaledwie przez jakieś…ponad 4 godziny. Cały czas trzymamy się czerwonego szlaku.

W Zahradziskach przechodzimy więc przez mostek i wkraczamy na właściwy szlak na Czerwone Wierchy. Początkowo nie jest zbyt spektakularnie, ale od czasu do czasu pojawiają się piękne krajobrazy. Wędrujemy tu wąską, kamienistą ścieżką wśród zieleni. Nie ma tu też zbyt wiele miejsc, gdzie można by odpocząć.

Polana Upłaz.

Po dłuższym marszu docieramy do Polany Upłaz, gdzie chwilę odpoczywamy przed dalszą wędrówką pod górę. Widoki z Polany są coraz piękniejsze, a na dalszym planie widać stąd świetnie Kominiarski Wierch. Sama zaś Polana skąpana jest w malutkich kwiatach. Zieleń jest tak soczysta, że aż trudno uwierzyć, że mamy początek lata. 

Upłazińska Kopka i Piec.

Kolejnym punktem orientacyjnym na szlaku jest trawiasta Upłaziańska Kopka – z charakterystyczną skalną formacją zwaną Piecem. Jego wysokość nie jest zbyt imponująca (ok. 10 metrów), dlatego często można tu zobaczyć wspinaczy chcących go zdobyć.

Począwszy od Upłazińskiej Kopki praktycznie cały czas będzie nam towarzyszył widok na Giewont, do którego będziemy się zresztą coraz bardziej zbliżali. 

Upłazińska Kopka - Chuda Przełączka.

Wędrujemy dalej pod górę od Upłazińskiej Kopki. Dzięki drewnianym schodkom znajdującym się kawałek za wzniesieniem Kopki, szybko nabieramy wysokości i już za chwilę widok na Upłazińską Kopkę pozostaje miłym wspomnieniem. 

Pokonujemy kolejne metry różnic wysokości. Szlak staje się bardziej kamienisty, wchodzimy po kamiennych schodkach. Dodatkowo, w jednym miejscu czeka nas przejście przez wąski strumień spływający po mijanym zboczu.

W końcu docieramy do miejsca, w którym możemy odpocząć na prowizorycznych ławeczkach, zaś odpoczynek doskonale umilają nam widoki na Giewont i to, co nas jeszcze czeka. Czyli rysujący się przed nami majestatyczny grzbiet Czerwonych Wierchów i widok na Ciemniaka – pierwszy z czterech dwutysięczników. 

Następnie ruszamy dalej i tu muszę przyznać, że odległość, którą widać gołym okiem nie zawsze odpowiada rzeczywistości. Wydawało się bowiem, ze do Chudej Przełączki będzie krótki kawałek, tymczasem ten odcinek dłużył się nam niemiłosiernie. 

Nie jest lekko, ciągłe wchodzenie pod górę daje się już nieco we znaki. Mi może mniej, bo miałam lżejszy plecak i nadspodziewanie doskonały dzień na wchodzenie.

Znacie to uczucie, kiedy jednego dnia najchętniej nigdzie byście nie wychodzili, bo nogi już od rana odmawiają posłuszeństwa po poprzednim dniu chodzenia po górach? A już kolejnego dnia macie niezrównanego powera? To był właśnie taki mój dzień. Od rana rozpierała mnie energia. Niestety, jak to w życiu bywa, mój towarzysz wędrówki ma zwykle na odwrót niż ja i wchodziło się mu tego dnia znacznie gorzej. 

Chuda Przełączka - Ciemniak.

Docieramy do Chudej Przełączki, czyli niewielkiej przełęczy, w której zbiega się szczyt prowadzący na pierwszy szczyt Czerwonych Wierchów (Ciemniaka) z zielonym szlakiem prowadzącym w dół przez Tomanową Polanę.

Tutaj chwilę odpoczywamy, jemy nasz prowiant i nabieramy sił.

Z Chudej Przełączki na szczyt Ciemniaka już tylko kawałek, który pokonujemy w niecałą godzinę. 

Ciemniak - przepiękne widoki.

Widoki z Ciemniaka (2096 m n.p.m.) są naprawdę bajeczne. Zwłaszcza południowa panorama jest moim zdaniem wybitna.

Widać stąd bowiem m.in. przepiękną Dolinę Tomanową, Świstówkę Liptowską, a także Tomanową Przełęcz wraz z Tomanowymi Stołami. W oddali po zachodniej stronie majaczą nam już nieśmiało Tatry Wysokie. Będziemy zresztą iść dalej właśnie w ich kierunku.

Krzesanica ze skrzesaną ścianą.

Szczyt Krzesanicy (2122 m n.p.m.) jest dość niepozorny o tyle, że jeśli jest się tu pierwszy raz, to nie do końca wiemy, że jesteśmy właśnie na Krzesanicy. Sam szczyt to raczej kamienista platforma niż wybijający się wierzchołek.

Skąd zaś pochodzi nazwa szczytu? Od wyglądu jej północnej ściany, która jest niezwykle charakterystyczną, stromo ściętą skałą. Nosi ponadto nazwę krzesana. Wygląda bowiem tak, jakby skrzesała ogień. Tak o tej ścianie pisał w 1891 roku Walery Eljasz-Radzikowski – polski malarz i popularyzator Tatr:

Krzesanica ze ścianą od północy gdyby skrzesaną i stąd tak nazwana.

Walery Eljasz-Radzikowski

Południowa ściana Krzesanicy opada natomiast trawiastym, łagodniejszym zboczem.

Czerwone Wierchy - Między Ciemniakiem a Krzesanicą.

Odcinek między Ciemniakiem a kolejnym szczytem Czerwonych Wierchów, czyli Krzesanicą liczy niecały kilometr kolejnych przepięknych krajobrazów. 

Idziemy dość równym tempem, choć szlak prowadzi najpierw nieco w dół, by później znów się wspinać.

Warto jednak nie zbaczać ze szlaku, gdyż w niektórych miejscach idziemy obok przepaści. Faktycznie może tu być niebezpiecznie zwłaszcza przy słabej widoczności. 

Znajdując się już bliżej Krzesanicy,  możemy podziwiać, jak wygląda szlak z Ciemniaka.

Krzesanica - tajemnicze kamienne kopczyki.

Szczyt Krzesanicy pokryty jest niewielkimi kopczykami z kamieni ustawionych jeden na drugim.

Skąd zaś wzięły się kopczyki na Krzesanicy? 

Różne są teorie co do ustawiania kamiennych kopczyków. Jest to zresztą bardzo stara tradycja, niezwiązana wyłącznie z Tatrami.

Część ludzi zostawia po sobie kopczyki na pamiątkę zdobycia szczytu. Niegdyś służyły do wyznaczania szlaku przy słabej widoczności. Aktualnie lepiej się jednak nimi nie sugerować, zwłaszcza na Krzesanicy, gdzie ustawione są bez większego porządku.

Mi akurat podoba się taka bardziej romantyczna teoria, zgodnie z którą ludzie chodząc po górach zabierają górom nieco ich naturalnego wyglądu, chociażby strącając, nawet nieumyślnie, niewielkie kamienie ze szlaków. Chodząc po górach nie zdajemy sobie często sprawy, że potrąciliśmy jakiś niewielki kamień, który potoczył się w dół, może nawet wprawiając w ruch kolejne kamyczki. Kamienne kopczyki są więc próbą oddania górom tego, co im zabraliśmy naszym marszem. 

Więcej o tradycji ustawiania kopczyków możecie przeczytać na Portalu Tatrzańskimtym artykule.

Między Krzesanicą a Małołączniakiem.

Szlak z Krzesanicy na Małołączniak należy moim zdaniem do jednego z piękniejszych fragmentów szlaku prowadzącego przez Czerwone Wierchy. Na pierwszym planie widzimy Małołączniak, dalej Kopę Kondracką, zaś tło dla całości stanowią surowe szczyty Tatr Wysokich.

Małołączniak.

Krajobrazy rekompensowały nam trudy wędrówki. 

Po dotarciu na szczyt Małołączniaka zobaczyliśmy bowiem po raz kolejny Giewont, który będzie naszym popołudniowym celem. Teraz dopiero widać, ile przeszliśmy tego dnia – wcześniej bowiem Giewont wydawał się bardzo odległym punktem. 

Kolejny odcinek szlaku, właśnie między Małołączniakiem a Kopą Kondracką zmęczył nas chyba najbardziej (nie licząc oczywiście samego podejścia na Ciemniaka). Kolejne schodzenie i perspektywa wchodzenia nie ułatwiała nam psychicznie wędrówki. Który to już raz idziemy pod górę – nie zliczę.

Czerwone Wierchy - ostatni szczyt, czyli Kopa Kondracka.

Ostatnim i zresztą najniższym szczytem Czerwonych Wierchów jest Kopa Kondracka (2005 m n.p.m.). Stąd można iść jeszcze dalej.

Dla nas jednak najdogodniejszą opcją tego dnia było skierowanie się na żółty szlak prowadzący w stronę Giewontu. Później zaś trzeba było zejść na niziny. Wszak kiedyś nadchodzi ten moment, gdy trzeba się pożegnać ze szczytami. To, co jednak nam zostało z wycieczki, zawsze pozostanie w naszych sercach.

Czerwone Wierchy - jeszcze więcej krajobrazów.

Zachęcam Was także do obejrzenia krótkiego nagrania z naszej wędrówki po Czerwonych Wierchach. Znajdziecie w nim jeszcze więcej górskich krajobrazów. Film kończy się na ostatnim szczycie, czyli Kopie Kondrackiej.

Dalszą część naszej wycieczki, czyli GiewontDolinę Małej Łąki znajdziecie już w kolejnym artykule😊. Już niebawem!

Podobało się? Zainspirowałam?

Zostań proszę na dłużej - obserwuj mój profil na Facebooku. Będzie mi również bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie jakiś ślad na blogu :-).

Skomentuj

Spodoba Ci się także

Cześć! Używam ciasteczek, by strona działała sprawnie. Więcej o tym w Polityce prywatności. Lubię ciastka, zgadzam się.

Zaglądaj częściej, polub bloga!