Skalny Stół (1281 m n.p.m.) – wschodnie Karkonosze z dala od tłumów

przez Asia
1,8K wyświetleń

Spis treści.

Ostatniego dnia wędrówek po karkonoskich szlakach w okolicach Karpacza postanowiliśmy ruszyć w stronę wschodnich Karkonoszy. Po kilku dniach na bardziej popularnych trasach mieliśmy ochotę na coś spokojniejszego – miejsce mniej oczywiste, z dala od największego ruchu turystycznego.

Naszym celem był Skalny Stół (1281 m n.p.m.) – najwyższy szczyt Kowarskiego Grzbietu i jedno z rzadziej odwiedzanych miejsc w tej części pasma. Prowadzi do niego graniczny szlak polsko-czeski, a sama wędrówka łączy w sobie wszystko to, co w Karkonoszach cenię najbardziej: leśne podejścia, otwierające się nagle panoramy, ślady historii i szeroką, górską przestrzeń, w której można naprawdę odetchnąć.

To nie jest szczyt spektakularny w oczywisty sposób. Nie ma tu tłumów ani rozbudowanej infrastruktury. Jest za to cisza, wiatr na grzbiecie i widok na wschodnie Karkonosze, który wynagradza wysiłek podejścia. Może właśnie dlatego ten dzień zapadł mi w pamięć najmocniej.

Skalny Stół – informacje praktyczne o szlaku

Jeśli planujesz wejście na Skalny StółKarpacza i chcesz wiedzieć, ile czasu zarezerwować oraz czego spodziewać się po drodze, poniżej znajdziesz najważniejsze informacje o trasie w pigułce.

Mapę z przebytą trasą zamieściłam powyżej, z jednym zastrzeżeniem: końcowy odcinek do hotelu pokonaliśmy skrótem przez las. Ścieżka ta odbija z Tabaczanej Ścieżki (zielony szlak) i prowadzi do ul. Jana Matejki w Karpaczu. Mapa, zgodnie z oficjalnym przebiegiem znakowanych szlaków, nie uwzględnia takich lokalnych „przejść”, choć są one dobrze wydeptane przez mieszkańców.

Naszą wędrówkę rozpoczęliśmy czarnym szlakiem z Karpacza w kierunku Śnieżki. To fragment trasy, który wielu turystów wybiera, zmierzając na najwyższy szczyt Karkonoszy. My jednak po pewnym czasie odbiliśmy w stronę mniej uczęszczanego Kowarskiego Grzbietu.

Jeśli interesuje Cię bardziej klasyczna trasa prowadząca Doliną Łomniczki na Śnieżkę, szczegóły tej wędrówki opisałam w osobnym wpisie. Tutaj skupiam się na mniej oczywistym kierunku – na drodze prowadzącej na Skalny Stół, który pozwala zobaczyć wschodnie Karkonosze z zupełnie innej perspektywy.

Kolory szlaków w Karkonoszach – co oznaczają?

Dla wielu osób może to być oczywiste, ale warto przypomnieć: kolor szlaku nie oznacza stopnia trudności. Czarne szlaki nie są „najtrudniejsze”, a czerwone nie muszą być najbardziej wymagające fizycznie.

Zimą część karkonoskich szlaków bywa zamykana ze względu na zagrożenie lawinowe. Dotyczy to m.in. czerwonego szlaku prowadzącego Doliną Łomniczki czy odcinka żółtego szlaku w rejonie Kotła Białego Jaru. Aktualne informacje o zamknięciach publikuje Karkonoski Park Narodowy.

Ogólnie przyjmuje się, że:

  • czerwony – szlak główny, często najciekawszy krajobrazowo,

  • niebieski – dalekobieżny, łączący odległe punkty,

  • żółty – krótki, łącznikowy,

  • zielony – dojściowy lub łącznikowy,

  • czarny – najkrótszy między punktami, często bardziej stromy.

I właśnie czarnym szlakiem rozpoczęliśmy podejście.

Zanim jednak opowiem o czarnym szlaku, warto jeszcze wspomnieć o jednej rzeczy dotyczącej oznaczeń. Z mojego doświadczenia wynika, że w niższych partiach gór zielony szlak często prowadzi przez las i nie zawsze oferuje szerokie panoramy. Umownie przyjmuje się, że to szlak łącznikowy lub dojściowy.

Są jednak wyjątki. Dobrym przykładem jest zielony szlak na Śnieżne Stawki, będący częścią tzw. Ścieżki nad Reglami. Prowadzi on od Schroniska Pod Łabskim Szczytem w kierunku Śnieżnych Stawków aż do Rozdroża pod Wielkim Szyszakiem. To dość długi odcinek, co nieco kłóci się z określeniem „łącznikowy”. Wiedzie przez połacie kosodrzewiny i między licznymi, często masywnymi głazami, nadając wędrówce bardziej surowy charakter.

Mimo takich wyjątków można jednak przyjąć, że zielone szlaki w Karkonoszach pełnią najczęściej funkcję dojściową lub łącznikową.

Szlakiem na Skalny Stół – przez las, granicę i górskie przełęcze

Tego dnia rozpoczęliśmy wędrówkę czarnym szlakiem. Pierwszy odcinek był łagodny – szliśmy wzdłuż górskiego potoku Płomnicy, będącego prawym dopływem Łomniczki. Szum wody towarzyszył nam przez dłuższy czas, a podejście było na tyle delikatne, że mogliśmy spokojnie podziwiać soczystą zieleń traw i rozkwitającą przyrodę.

Czarne podejście – krótkie, ale konkretne

Druga część czarnego szlaku była już zupełnie inna. Nachylenie wyraźnie wzrosło, a krótki odcinek okazał się najbardziej wymagającym fragmentem całej trasy. Teoretycznie to tylko „szlak dojściowy”, w praktyce – potrafi dać w kość. Zwłaszcza jeśli, tak jak ja, odczuwam każde podejście podwójnie.

Zmęczenie było konkretne, ale przynajmniej krótkotrwałe. To jedno z tych podejść, które męczą szybko i intensywnie – za to nie ciągną się kilometrami.

Przy szlaku mogliśmy podziwiać naparstnice purpurowe w pełnym rozkwicie. Przepiękne, smukłe kwiaty o intensywnym kolorze przyciągały wzrok – choć jednocześnie przypominały, że natura bywa równie zachwycająca, co niebezpieczna.

Według starych celtyckich legend charakterystyczne kropki na kwiatach miały zostawić elfy, ostrzegając ludzi przed trującymi właściwościami rośliny. Rzeczywiście, wszystkie części naparstnicy zawierają silnie działające glikozydy nasercowe. W niewielkich dawkach związki te wykorzystywane są w leczeniu chorób serca, w większych – mogą być niebezpieczne. Obecnie roślina objęta jest ochroną.

Sielankowy odcinek wśród kwiatów szybko się jednak skończył. Szlak zaczął prowadzić ostro pod górę, a my – być może zbyt ambitnie – narzuciliśmy sobie dość szybkie tempo. Konieczna była krótka przerwa na złapanie oddechu.

Ten czarny szlak, w mojej ocenie, jest jednym z najbardziej wymagających kondycyjnie w tej części Karkonoszy. Wykorzystaliśmy go, aby dotrzeć na Skalny Stół, ale prowadzi on również dalej. Kontynuując wędrówkę od Schroniska Jelenka, można skierować się w stronę Czarnej Kopy (1407 m n.p.m.), a następnie na Śnieżkę (1603 m n.p.m.).

Sowia Dolina – surowe zbocza i odbudowujący się las

Szlak przez długi czas prowadził przez las. Dopiero przed Sowią Doliną krajobraz zaczął się otwierać, a widoki stały się bardziej rozległe. Nachylenie zboczy w dolinie przekracza 30°, a ich wysokość sięga od 400 do 600 metrów – robi to wrażenie, zwłaszcza gdy uświadomimy sobie skalę dawnych zniszczeń.

Trudno dziś wyobrazić sobie, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu rosły tu zwarte, wysokie lasy.

Sowia Dolina była kiedyś gęsto porośnięta drzewostanem. Katastrofa ekologiczna z lat 70. i 80. XX wieku doprowadziła jednak do jego masowego zamierania. Napływające nad Karkonosze zanieczyszczone masy powietrza z tzw. Czarnego Trójkąta osłabiły drzewa, które stały się łatwym celem owadów – w tym kornika drukarza. Swoje zrobiły także susze i silne wiatry.

Dziś, między pozostałościami dawnego lasu, widać młode świerki. Przyroda potrzebuje czasu, ale powoli odzyskuje to, co zostało jej odebrane.

Sowia Przełęcz – granica i historia

Idąc dalej, dotarliśmy na Sowiej Przełęczy (Soví sedlo, Můstek) na wysokości 1164 m n.p.m. Do 2007 roku funkcjonowało tu polsko-czeskie przejście graniczne.

Dziś miejsce to jest jednym z przystanków tzw. Szlaku Dysydentów, upamiętniającego spotkania polskich i czechosłowackich opozycjonistów z lat 80. XX wieku. 20 września 1978 roku na granicy obu krajów odbyło się symboliczne spotkanie działaczy KSS „KOR” i Karty 77 – jedno z pierwszych wspólnych wystąpień przeciwko komunistycznemu reżimowi.

Dziś trudno uwierzyć, że w tej spokojnej, górskiej przestrzeni toczyła się kiedyś cicha walka o wolność.

Na przełęczy znajduje się drewniany stół i ławki – dobre miejsce, by na chwilę usiąść i pozwolić, by historia wybrzmiała w ciszy.

W stronę Skalnego Stołu

Z przełęczy ruszyliśmy do Schroniska Jelenka. Nie zabawiliśmy tam długo – samo schronisko nie zrobiło na nas większego wrażenia, więc ruszyliśmy dalej.

Wracając na Sowią Przełęcz, skierowaliśmy się w stronę Skalnego Stołu. Szlak od Jelenki jest wygodny, szeroki i jak na górskie warunki – niemal spacerowy.

Na rozdrożu czerwonego i niebieskiego szlaku wybraliśmy niebieski, prowadzący bezpośrednio na Skalny Stół. Tutaj podejście znów stało się wyraźniejsze, ale wraz z nim zaczęły pojawiać się coraz ciekawsze panoramy. Niebieski szlak biegnie wzdłuż granicy polsko-czeskiej – charakterystyczne słupki graniczne stoją niemal pośrodku ścieżki.

Krajobraz był malowniczy: kosodrzewina, niskie sosny i świerki, a w oddali – wyraźnie widoczny czubek Śnieżki z charakterystycznym Obserwatorium Meteorologicznym na szczycie. Jeszcze dwa dni wcześniej staliśmy właśnie tam.

O naszej wędrówce Doliną Łomniczki na Śnieżkę pisałam w osobnym wpisie – to zupełnie inny, bardziej klasyczny karkonoski krajobraz.

Skalny Stół – widoki i granaty Kowarskiego Grzbietu

W końcu dotarliśmy na Skalny Stół (1281 m n.p.m.). Ze szczytu roztaczają się widoki na wschodnie Karkonosze – mniej spektakularne niż ze Śnieżki, ale spokojniejsze i bardziej surowe.

To jedno z tych miejsc, w których człowiek nie walczy już z podejściem, tylko po prostu stoi i patrzy.

Skalny Stół stanowi zachodni kraniec Kowarskiego Grzbietu. W jego rejonie występują ciemnobrunatne kryształy granatu, często przekraczające 1 cm wielkości. Największe znalezione tu okazy miały nawet 12–15 cm. Do początku XIX wieku działały tu niewielkie kopalnie – raczej prowizoryczne wyrobiska niż klasyczne sztolnie.

Trudno dziś wypatrzyć wśród skał takie okazy, ale świadomość, że pod stopami kryją się podobne skarby, nadaje temu miejscu dodatkowej głębi.

Na samym szczycie można zobaczyć fantazyjnie poustawiane głazy. Rzeczywiście przypominają stół – albo raczej niewielki stolik na jednej nodze, od którego wzięła się nazwa szczytu.

Dalej niebieskim szlakiem

Idąc dalej niebieskim szlakiem, wchodzimy w przerzedzony las. Widać tu jeszcze ślady dawnych zniszczeń, ale przestrzeń jest jaśniejsza, bardziej otwarta.

Sam szlak jest niemal płaski i bardzo przyjemny. Wąska ścieżka prowadzi między kosodrzewiną – to już bardziej spacer niż wspinaczka.

Po intensywnym podejściu czarnym szlakiem taki odcinek smakuje jak nagroda.

W stronę Przełęczy Okraj

Dalej szlak zaczął prowadzić w dół. Z prawej strony widać było wyciąg narciarski biegnący z czeskiego miasteczka Horní Malá Úpa. Panorama tej niewielkiej miejscowości prezentuje się stąd wyjątkowo malowniczo – rozrzucone zabudowania, zielone zbocza i cisza charakterystyczna dla pogranicza.

Skierowaliśmy się dalej w stronę Przełęczy Okraj. Szlak prowadzi tu przez las, miejscami po ścieżce ze schodkami. Schodzi się zdecydowanie łatwiej, niż wchodzi. Na tym odcinku spotkaliśmy zaledwie kilka osób – było cicho, spokojnie i kameralnie.

Na przełęczy znajduje się Schronisko PTTK Na Przełęczy Okraj, tworzone przez dawną gospodę „Muflonik” i bacówkę. To niewielkie miejsce z ograniczoną liczbą stolików, ale z bardzo swojskim klimatem.

Zapamiętaliśmy je jako schronisko, w którym można usłyszeć, jak smaży się zamówiony kotlet schabowy. Kuchnia znajduje się na tyle blisko punktu obsługi turystów, że zapachy i odgłosy gotowania są nieodłącznym elementem wizyty.

Jeśli wybierasz się tu większą grupą, w okolicy znajdziesz także inne punkty gastronomiczne, m.in. Amelkową Chatę, gdzie widzieliśmy więcej miejsc siedzących.

Powrót Tabaczaną Ścieżką

Do Karpacza wróciliśmy zielonym szlakiem, znanym od dawnej osady górskiej Budniki jako Tabaczana Ścieżka. Nazwa wywodzi się stąd, że niegdyś szmuglowano tędy tabakę od strony austriackiej.

Przy szlaku można zobaczyć tablice informacyjne związane z Kowarskimi Trasami Narciarstwa Biegowego, a także pozostałości dawnej wioski Budniki i fundamenty po nieistniejącym już schronisku. Same ruiny są dziś mocno porośnięte roślinnością, dlatego wyobrażenie o dawnym wyglądzie osady łatwiej zbudować dzięki archiwalnym fotografiom umieszczonym na tablicach.

Od Przełęczy Okraj aż do Karpacza nie ma po drodze żadnego schroniska – warto o tym pamiętać. Do rozwidlenia z czarnym szlakiem jest około 5,7 km.

Początkowo ścieżka jest szeroka i niemal płaska. Później opada bardziej stromo, miejscami przez kamienisty odcinek. Następnie znów staje się płaska i szutrowa – na tyle wygodna, że minęliśmy tu nawet rowerzystów.

Widokowo nie jest to najbardziej spektakularny fragment trasy. Drzewa skutecznie zasłaniają panoramy, a krajobraz ma raczej leśny, spokojny charakter. To jednak dobry moment, by wyciszyć się po całym dniu wędrówki.

Pod koniec znaleźliśmy wydeptany przez miejscowych skrót, który pozwolił nam szybciej dotrzeć do hotelu.

A na pożegnanie znów towarzyszyły nam naparstnice purpurowe, kwitnące całymi łąkami. Piękne, ale trujące – lepiej podziwiać je tylko wzrokiem.

Wędrówka na Skalny Stół nie należy może do najbardziej spektakularnych tras w Karkonoszach, ale ma w sobie coś, czego często brakuje na popularniejszych szlakach – ciszę i przestrzeń.

To propozycja dla tych, którzy nie szukają wyłącznie najwyższych szczytów i najbardziej znanych panoram, lecz chcą zobaczyć mniej uczęszczane fragmenty pasma, przejść przez historię zapisaną w krajobrazie i poczuć surowy charakter wschodnich Karkonoszy.

Czarne podejście potrafi zmęczyć, graniczna ścieżka daje oddech, a sam Skalny Stół – choć niepozorny – pozwala spojrzeć na góry z innej perspektywy.

To była dobra, pełna wrażeń wędrówka. Taka, do której wraca się myślami – nie dla rekordu wysokości, lecz dla klimatu.

Do zobaczenia na szlaku.

Zobacz także inne wpisy z Karkonoszy

Jeśli planujesz kolejne wędrówki po Karkonoszach albo szukasz inspiracji na następny weekend w górach, zajrzyj również do pozostałych wpisów z tego regionu. Znajdziesz tam zarówno opisy klasycznych tras, jak i mniej oczywistych miejsc z pięknymi widokami.

Karkonosze potrafią być surowe, ale też zaskakująco różnorodne. Wystarczy zejść z najpopularniejszych tras, by znaleźć miejsca ciche, niemal intymne – takie, do których chce się wracać.

  • 1
  • 2
Twórzmy to miejsce razem

Postaw kawę

Jeśli ten artykuł pomógł Ci zaplanować podróż, odkryć nowe miejsce albo był po prostu chwilą inspiracji — możesz postawić mi wirtualną kawę. Coraz więcej czytelników wspiera to miejsce — będzie mi ogromnie miło, jeśli kiedyś zechcesz dorzucić swoją kawę. To drobny gest, dzięki któremu mogę nadal tworzyć przewodniki, trasy i miejsca warte drogi.

Stawiam kawę
To jednorazowe wsparcie — bez zobowiązań.
Zostańmy w kontakcie

Tylko miejsca warte drogi.

Spokojne inspiracje, mniej znane szlaki i miejsca, które naprawdę prowadzą w naturę.

Możemy być w kontakcie tak, jak Ci wygodnie.

Wolisz krótsze formy? Obserwuj na Facebooku →

Skomentuj

Spodoba Ci się także

Pomogłam Ci zaplanować podróż?

Jeśli moje treści pomogły Ci zaplanować podróż, odkryć nowe miejsce albo po prostu dobrze spędzić tu czas — możesz symbolicznie postawić mi kawę.
To drobny gest, który pomaga mi tworzyć kolejne przewodniki, testować szlaki i dzielić się miejscami wartymi zobaczenia 🤍

Nie prowadzę subskrypcji – to jednorazowe wsparcie.

Podróżujmy razem

Na Facebooku dzielę się miejscami, które naprawdę warto zobaczyć — bez tłumów, schematów i turystycznych pułapek.

Znajdziesz tam szybkie inspiracje, aktualne wskazówki i pomysły na kolejne wyjazdy.