Plaże Villasimius: Porto Giunco i Punta Molentis

przez Asia
2,1K wyświetleń

Spis treści.

Po czasie spędzonym w Cagliari ruszyliśmy dalej — na południowo-wschodni kraniec Sardynii, gdzie czekają jedne z najpiękniejszych plaż w okolicach Villasimius. To właśnie tam odkryliśmy Spiaggia di Porto Giunco oraz Punta Molentis — miejsca, które szybko przypomniały nam, jak różne potrafią być odcienie turkusu.

Droga ze stolicy wyspy zajmuje nieco ponad godzinę, ale jest jedną z tych tras, podczas których trudno skupić się wyłącznie na celu podróży. Sardynia za oknem co chwilę zwalniała nasz rytm — surowymi wzgórzami, zapachem nagrzanej roślinności i widokami, które sprawiają, że nawet krótka trasa staje się częścią doświadczenia.

Plaża Porto Giunco na Sardynii — między wieżą strażniczą a turkusową zatoką

Plaża Porto Giunco zachwyca już samym położeniem — na wysuniętym w morze Półwyspie Carbonara, w rejonie Villasimius, gdzie krajobraz zmienia się niemal z każdym krokiem. To jedno z tych miejsc, w których natura i historia spotykają się bardzo naturalnie, bez nadmiaru słów.

Od strony wody linię brzegu domyka łagodne wzniesienie, tworzące niewielką, spokojną zatokę. Wystarczy jednak spojrzeć wyżej, by dostrzec Torre di Porto Giunco — starą kamienną wieżę strażniczą, na której powierzchni czas zostawił już swój wyraźny ślad. Prowadzi do niej ścieżka rozpoczynająca się przy południowym krańcu plaży i choć podejście jest krótkie, widok z góry pięknie pokazuje, jak wyjątkowo ukształtowany jest ten fragment wybrzeża.

To dobre miejsce, by zatrzymać się na chwilę — nie tylko dla panoramy, ale też dla perspektywy, która pozwala zobaczyć Porto Giunco trochę szerzej niż z poziomu piasku.

Stagno Notteri — flamingi i spokojniejsze oblicze Porto Giunco

Od strony lądu plaża sąsiaduje ze Stagno Notteri — rozległymi mokradłami, które szczególnie w okresie godowym przyciągają flamingi. To właśnie dzięki temu niezwykłemu połączeniu morza i laguny Porto Giunco bywa nazywana plażą dwóch mórz. Wystarczy odwrócić się od turkusowej wody, by zobaczyć zupełnie inny krajobraz — cichszy, bardziej surowy, a jednocześnie pełen życia.

Tereny te mają także swoją historię. Niegdyś na wschód od Cagliari wydobywano tu sól — tradycja ta sięga czasów Fenicjan, którzy jako jedni z pierwszych dostrzegli potencjał tutejszych mokradeł. Do dziś można natknąć się na nazwę „sumolenti”, oznaczającą osiołka. To subtelne nawiązanie do zwierząt, które przez lata pomagały transportować worki z solą, wpisując się w codzienny rytm tego miejsca.

Choć najwięcej flamingów pojawia się tu wiosną, nawet we wrześniu udało się nam zobaczyć ich całkiem sporo — stojących w wodzie jak nieruchome punkty na tle rozległej laguny. Z pewnej odległości, ale może właśnie dzięki temu obserwacja była jeszcze przyjemniejsza. Stagno Notteri jest naprawdę rozległe i daje ptakom bezpieczną przestrzeń do żerowania.

Do samych mokradeł nie można się zbliżyć, co jest w pełni zrozumiałe — obszar objęty jest ochroną ze względu na delikatny ekosystem i miejsca lęgowe ptaków. Wzdłuż laguny poprowadzono jednak drewnianą kładkę, która pozwala podejść wystarczająco blisko, by spokojnie poobserwować flamingi i inne gatunki, nie zakłócając ich naturalnego rytmu.

To jedno z tych miejsc, które przypominają, że najpiękniejsze krajobrazy często wymagają od nas tylko jednego — żeby patrzeć z uważnością i zachować odpowiedni dystans.

Plaża Porto Giunco na Sardynii — turkusowa wizytówka Villasimius

Plaża Porto Giunco na Sardynii zachwyca już od pierwszego spojrzenia. Jest szeroka, długa i pokryta drobnym, jasnobeżowym piaskiem, który w słońcu nabiera niemal złotego odcienia. Morze ma tu intensywnie turkusową barwę, a jego krystaliczna przejrzystość sprawia, że przez chwilę trudno uwierzyć, że to rzeczywistość — zwłaszcza gdy woda odsłania piaszczyste dno jeszcze kilka metrów od brzegu.

Wystarczy wejść do wody po kostki, by zobaczyć, jak świat zwalnia — fale są łagodne, światło odbija się od dna, a każdy krok miesza turkus z jasnym piaskiem. To właśnie takie momenty najmocniej zapisują się w pamięci podróży.

Świetnie się nam tu pływało i odpoczywało. Choć plaża jest jedną z najbardziej znanych w okolicach Villasimius, nie mieliśmy poczucia tłoku — bez trudu można było znaleźć własną przestrzeń i po prostu pobyć chwilę bliżej morza.

Spacerując wzdłuż wydm, wróciło do mnie wspomnienie Krety. Wszystko za sprawą pankracjum nadmorskiego — niepozornej rośliny o jasnych, delikatnych kwiatach, która potrafi wyrastać tam, gdzie warunki wydają się niemal zbyt surowe dla życia. Spotkanie tych kwiatów między piaskiem a morzem przypomina, jak wiele śródziemnomorskie wybrzeża mają ze sobą wspólnego — podobne światło, zapach rozgrzanego piasku i tę charakterystyczną lekkość powietrza.

Plaża Punta Molentis na Sardynii — jasny piasek z nutą różu

Plaża Punta Molentis w rejonie Villasimius to kolejna perła południowo-wschodniego wybrzeża Sardynii — miejsce, które od pierwszych chwil przyciąga spokojem i naturalnym pięknem. Pokrywa ją drobny, jasny piasek, kontrastujący z przejrzystą wodą i granitowymi skałami wyrastającymi tuż przy brzegu.

Uwagę przyciąga jednak coś jeszcze. W niektórych miejscach można dostrzec subtelne, różowawe refleksy w piasku. Niewielkie, łatwe do przeoczenia — ale gdy tylko je zauważysz, trudno nie zatrzymać na nich wzroku. Zwykle mówi się, że to Kreta słynie z różowego piasku, a tymczasem Sardynia potrafi równie przyjemnie zaskoczyć.

Najpiękniej widać to w pełnym słońcu, kiedy jasny piasek zaczyna mienić się delikatnie ciepłymi odcieniami. To jeden z tych detali, które nie dominują krajobrazu, ale sprawiają, że miejsce zapamiętuje się trochę inaczej — uważniej.

Punta Molentis w rejonie Villasimius — szmaragdowa laguna i widok, który zostaje w pamięci

Woda przy plaży Punta Molentis jest krystalicznie czysta i mieni się odcieniami szmaragdowej zieleni, turkusu oraz lazuru. Już z brzegu widać piaszczyste dno, a łagodne zejście do morza sprawia, że kąpiel jest tu wyjątkowo komfortowa. Dodatkowym atutem jest częściowa osłona od wiatru — dzięki niej morze często pozostaje spokojniejsze, idealne do niespiesznego pływania i długiego odpoczynku blisko natury.

Punta Molentis tworzy układ kilku niewielkich zatoczek, które nadają temu miejscu bardziej kameralny charakter. Od północy plażę zamyka niewielki cypel, natomiast od wschodu chronią ją granitowe skały oraz łagodne wzgórze. Zarówno cypel, jak i sama plaża należą do Morskiego Obszaru Chronionego Capo Carbonara, co dobrze tłumaczy przejrzystość wody i wrażenie niemal nienaruszonego krajobrazu. Razem tworzą naturalną lagunę — spokojną, harmonijną i niezwykle fotogeniczną.

Jeśli masz chwilę, warto wejść na wzgórze znajdujące się na końcu południowego cypla. Ścieżka zaczyna się po lewej stronie baru I Due Mari i prowadzi łagodnie w górę — podejście zajmuje około 5–10 minut. Najwygodniej iść w sportowych butach, choć latem wiele osób dociera tu także w sandałach na płaskiej podeszwie. To wydeptana, momentami kamienista droga, wijąca się wśród niskiej śródziemnomorskiej roślinności.

Na górze krajobraz otwiera się szeroko — widać całą zatokę, jasną linię plaży, okoliczne wzgórza i charakterystyczną formację skalną, która stała się wizytówką Punta Molentis. To jedno z tych miejsc, gdzie warto zatrzymać się na kilka minut dłużej, pozwolić oczom odpocząć i po prostu napatrzeć się na odcienie morza, które z tej perspektywy wydają się jeszcze bardziej nierealne.

Choć plaża Punta Molentis jest niezwykle malownicza i bez wątpienia warta zobaczenia choćby raz, to pod względem samego plażowania więcej swobody poczuliśmy na Porto Giunco. Tam łatwiej było znaleźć własny kawałek przestrzeni i odpoczywać bez bliskości innych plażowiczów.

Punta Molentis urzeka kameralnością i krajobrazem zamkniętym w niewielkich zatoczkach, jednak to właśnie szersza linia brzegowa Porto Giunco dała nam większe poczucie oddechu. Ostatecznie więc wszystko zależy od tego, czego w danym dniu bardziej szukasz — bardziej intymnej scenerii czy przestrzeni, w której można naprawdę się rozłożyć i zwolnić tempo.

Punta Molentis – limit wejść, parking i dojazd

W rejonie Villasimius coraz większy nacisk kładzie się na ochronę naturalnego wybrzeża, dlatego kilka tutejszych plaż objęto ograniczeniami liczby odwiedzających. Ma to pomóc zachować ich krajobraz w możliwie nienaruszonej formie — i trzeba przyznać, że dzięki temu miejsca te wciąż robią tak duże wrażenie.

W tym sezonie obowiązywały następujące limity:

  • Punta Molentis – maksymalnie 500 osób

  • Riu Truttu (niewielka zatoczka naprzeciwko parkingu przy Punta Molentis) – 150 osób

  • Porto Sa Ruxi – 450 osób.

Na plażę dotarliśmy około 15:00, we wrześniu, i nie mieliśmy problemu z wjazdem. Trudno jednak traktować to jako regułę — w szczycie sezonu warto pojawić się zdecydowanie wcześniej, szczególnie jeśli zależy Ci na spokojnym wyborze miejsca.

Parking przy Punta Molentis jest płatny w sezonie (zwykle od połowy czerwca do końca października, w godzinach 8:00–20:00) i kosztuje około 10 € za dzień. Był to zresztą najdroższy przyplażowy parking, z jakiego korzystaliśmy na Sardynii. Dodatkowo obowiązuje opłata za wejście na plażę — 1 € od osoby, natomiast jeśli docierasz pieszo, wynosi ona 3 €. Dzieci do 6. roku życia są zwolnione z opłat. Bilet pozwala na kilkukrotny wjazd tego samego dnia, co może się przydać, jeśli planujesz krótką przerwę poza plażą.

Sam dojazd wymaga odrobiny uważności. Z głównej drogi trzeba dość ostro skręcić w szutrową trasę, a następnie trzymać się prawej odnogi. Po chwili droga prowadzi lekko w dół — tam skręcamy w prawo i przejeżdżamy pod niewielkim mostkiem, wciąż jadąc utwardzonym szutrem. To jedna z tych dróg, które przypominają, że najpiękniejsze plaże rzadko znajdują się tuż przy asfalcie.

Z parkingu na plażę jest około 300 metrów spaceru — nieco więcej niż w przypadku Porto Giunco, ale widoki po drodze skutecznie odwracają uwagę od dystansu. Mija się niewielkie, kamieniste zatoczki, które również mogą być dobrą alternatywą do plażowania, zwłaszcza gdy główna plaża zaczyna się zapełniać.

Punta Molentis — zaplecze plażowe

W drodze na plażę znajduje się płatna toaleta (ok. 1 €). Podczas naszej wizyty nie było w niej bieżącej wody — dostępny był jedynie żel dezynfekujący. Przy stosunkowo wysokich opłatach za parking i wstęp można by oczekiwać nieco lepszego standardu, dlatego dobrze wiedzieć o tym wcześniej.

U podnóża wzgórza, na południowym cyplu, działa bar I Due Mari — idealny na krótką przerwę od słońca. Można tu kupić kawę, napoje i proste przekąski, takie jak sałatki, kanapki czy lody. Ceny pozostają umiarkowane jak na plażowe warunki (około 2 € za litr wody i około 3 € za napoje). Warto jednak pamiętać, że przy barze nie ma toalet — te znajdują się przy głównym wejściu na plażę.

Na piaszczystej części Punta Molentis dostępny jest także wynajem parasoli (ok. 35 €). To niemały wydatek, ale w pełnym, sardyńskim słońcu własny kawałek cienia szybko okazuje się jedną z większych plażowych wygód.

Na chwilę, która zostaje dłużej

Są miejsca, do których wraca się myślami jeszcze długo po powrocie do codzienności. Porto Giunco i Punta Molentis mają w sobie właśnie taką spokojną siłę — nie próbują imponować na pokaz, nie potrzebują filtrów ani przesadnych słów. Wystarczy chwila, by poczuć, jak wszystko naturalnie zwalnia.

Najpiękniej jest tu rano, kiedy piasek jest jeszcze chłodny, a morze niemal nieruchome. Albo późnym popołudniem, gdy światło mięknie i dzień powoli się domyka. To dobry moment, żeby po prostu usiąść bliżej wody, wsłuchać się w fale i nigdzie się nie spieszyć.

Bo Sardynia nie zawsze zapamiętuje się przez listę atrakcji. Czasem zostaje w nas przez jedno spokojne popołudnie, zapach nagrzanych skał i ten charakterystyczny odcień turkusu, którego później nie da się pomylić z żadnym innym miejscem.

Jeśli będziesz w Villasimius — daj sobie czas. Nie tylko zobaczyć te plaże, ale naprawdę ich doświadczyć. Bez planu, bez pośpiechu, z przestrzenią na zachwyt.

A potem… bardzo możliwe, że tak jak ja zaczniesz się zastanawiać, kiedy tu wrócić.

Twórzmy to miejsce razem

Postaw kawę

Jeśli ten artykuł pomógł Ci zaplanować podróż, odkryć nowe miejsce albo był po prostu chwilą inspiracji — możesz postawić mi wirtualną kawę. Coraz więcej czytelników wspiera to miejsce — będzie mi ogromnie miło, jeśli kiedyś zechcesz dorzucić swoją kawę. To drobny gest, dzięki któremu mogę nadal tworzyć przewodniki, trasy i miejsca warte drogi.

Stawiam kawę
To jednorazowe wsparcie — bez zobowiązań.
Zostańmy w kontakcie

Tylko miejsca warte drogi.

Spokojne inspiracje, mniej znane szlaki i miejsca, które naprawdę prowadzą w naturę.

Możemy być w kontakcie tak, jak Ci wygodnie.

Wolisz krótsze formy? Obserwuj na Facebooku →

Skomentuj

Spodoba Ci się także

Pomogłam Ci zaplanować podróż?

Jeśli moje treści pomogły Ci zaplanować podróż, odkryć nowe miejsce albo po prostu dobrze spędzić tu czas — możesz symbolicznie postawić mi kawę.
To drobny gest, który pomaga mi tworzyć kolejne przewodniki, testować szlaki i dzielić się miejscami wartymi zobaczenia 🤍

Nie prowadzę subskrypcji – to jednorazowe wsparcie.

Podróżujmy razem

Na Facebooku dzielę się miejscami, które naprawdę warto zobaczyć — bez tłumów, schematów i turystycznych pułapek.

Znajdziesz tam szybkie inspiracje, aktualne wskazówki i pomysły na kolejne wyjazdy.