Medvědín i Panczawski Wodospad w śnieżycy

przez Asia
669 wyświetleń

Spis treści.

W tym roku zima nas nie rozpieszczała — we Wrocławiu nie spadł dotąd ani jeden płatek śniegu. Trudno więc uwierzyć, że zaledwie rok wcześniej oglądaliśmy prawdziwie zimowe krajobrazy… i to w maju.

Podczas ubiegłorocznej majówki wyruszyliśmy na szlak w czeskich Karkonoszach — spod kolejki Medvědín w kierunku Panczawskiego Wodospadu. Góry ponownie udowodniły, że potrafią zaskakiwać, a warunki bardziej przypominały środek zimy niż początek wiosny.

Jeśli chcesz przeczytać o naszym pierwszym dniu wędrówki po karkonoskich szlakach, zajrzyj do wcześniejszej relacji, w której przeszliśmy szlak od Szpindlerovego Młyna do Klinovki — to była naprawdę wymagająca trasa, podczas której przeszliśmy w śniegu ponad 19 kilometrów.

Po tak intensywnym dniu postanowiliśmy jednak zwolnić tempo i kolejnego poranka wybrać nieco łatwiejszą, bardziej rekreacyjną trasę.

Wyciągiem na Medvědín i w stronę górskiej przygody

W hotelu, w którym się zatrzymaliśmy, otrzymaliśmy kartę GoPass, umożliwiającą jeden bezpłatny wjazd i zjazd wyciągiem każdego dnia. To bardzo wygodne rozwiązanie — zwłaszcza że dzięki niemu nie zapłaciliśmy za przejazd ani jednej korony.

W tamtym czasie w Szpindlerowym Młynie działał tylko jeden wyciąg — na Medvědín. Plan był więc prosty: wjechać na górę i ruszyć przed siebie, pozwalając, by kierunek marszu wyznaczały nam góry i aktualne warunki na szlaku.

Choć początkowo zakładaliśmy spokojniejszy dzień, rzeczywistość szybko zweryfikowała nasze plany. Ostatecznie przeszliśmy niespełna 10 kilometrów — od stacji Medvědín i z powrotem — co jak na nasze górskie standardy było raczej krótką trasą.

Tym razem jednak pogoda nie zamierzała z nami współpracować. Trudne warunki skutecznie spowalniały marsz, dlatego rozsądek zwyciężył nad ambicją i zdecydowaliśmy się wcześniej wrócić do hotelu.

Szlak Medvědín - Pańczawski Wodospad (Pančavský vodopád).

Długość, czas przejścia, nachylenie.

Długość trasy z Medvědína na Pańczawski Wodospad wynosi około 9,9 km, a jej przejście zajmuje średnio 3 godziny i 10 minut. To propozycja idealna na półdniową wycieczkę — niezbyt długą, ale pełną karkonoskich krajobrazów.

Przebieg trasy z Medvědína na Pańczawski Wodospad możesz zobaczyć na mapie poniżej — dzięki niej łatwo sprawdzisz orientacyjny dystans, przewyższenia oraz układ szlaku w czeskich Karkonoszach.

Czerwonym szlakiem z Medvědína do Vrbatovej boudy — wędrówka przez wiosenną zimę

Maj w Karkonoszach potrafi zaskoczyć. Zamiast wiosennej zieleni przywitały nas zaspy śniegu i krajobraz bardziej przypominający środek zimy niż początek sezonu trekkingowego.

Już po wyjściu z wyciągu stało się jasne, że w wyższych partiach Karkonoszy zima wcale nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Szybko stało się jasne, że ponownie przyjdzie nam się z nim zmierzyć. Początkowy odcinek czerwonego szlaku z Medvědína w stronę schroniska Vrbatova bouda prowadził po drewnianych kładkach, które w takich warunkach okazują się nieocenione — zwłaszcza gdy po obu stronach zalega mokry śnieg i woda z powolnych roztopów.

Po chwili szlak zagłębił się w las, gdzie śniegu było już wyraźnie więcej, a podłoże zrobiło się nieprzyjemnie śliskie. Trasę wyznaczały jedynie wydeptane w śniegu ślady, więc szliśmy uważnie, krok po kroku.

W końcu wyszliśmy ponad linię drzew. Dalej trasa biegnie w rzeczywistości wąską, górską szosą prowadzącą aż do Vrbatovej boudy. Tego dnia asfalt przykrywała jednak niemal metrowa warstwa śniegu. Paradoksalnie miało to swój urok — szliśmy jakby nieco wyżej niż zwykle, dzięki czemu mogliśmy podziwiać karkonoskie krajobrazy z jeszcze szerszej perspektywy.

W sezonie letnim, od maja do października, do Vrbatovej boudy kursuje autobus liniowy z Horních Míseček (spod schroniska Jilemnická bouda). Nietrudno się domyślić, że działa on tylko wtedy, gdy droga nie jest zasypana śniegiem — a na początku maja wciąż potrafi tu panować niemal zimowa sceneria.

Po dotarciu do schroniska Vrbatova bouda pozwoliliśmy sobie na krótką przerwę, by się ogrzać, bo pogoda zdecydowanie nas nie rozpieszczała.

I tu mała, osobista przestroga: muszę zapamiętać, aby już nigdy nie zamawiać w czeskim schronisku napoju o wdzięcznej nazwie Horké jablko („gorące jabłko”). W teorii brzmi zachęcająco, w praktyce smakuje jak przesłodzona jabłkowa oranżada podana na ciepło. Zdecydowanie nie zostałam jego fanką.

Panczawski Wodospad w zimowej odsłonie – więcej słychać niż widać

Po krótkim odpoczynku w schronisku i mało udanym eksperymencie z „gorącym jabłkiem” ruszyliśmy dalej w stronę Pančavský vodopád – czyli Panczawskiego Wodospadu. To najwyższy wodospad w Czechach i jedna z najbardziej widowiskowych atrakcji czeskiej części Karkonoszy.

Jeśli lubisz górskie wodospady, koniecznie zobacz także Wodospad Mumlavy.

Tym razem jednak nie było nam dane podziwiać Wodospadu Panczawskiego w pełnej krasie — zalegający śnieg skutecznie skrył jego źródło, przez co mogliśmy go bardziej usłyszeć niż zobaczyć.

Maj teoretycznie oznacza wiosnę, ale w wyższych partiach gór zima wciąż trzymała się mocno. Miejsce, z którego wodospad wypływa, było niemal całkowicie przykryte śniegiem. Słyszeliśmy potężny szum wody, ale samego źródła prawie nie było widać.

Szliśmy ostrożnie – śnieg mógł skrywać pustkę pod spodem, a wpadnięcie do lodowatej wody nie należało do scenariuszy, które chcieliśmy testować. Nad krawędzią zebrała się grupka turystów, chcących zrobić sobie zdjęcie z panoramą w tle. My postanowiliśmy zachować rozsądek i stanąć nieco dalej. Góry są piękne, ale nie warto ryzykować dla jednego kadru.

Wodospad – choć częściowo ukryty – i tak robił wrażenie. Niżej wije się on malowniczo po skalnych progach, tworząc charakterystyczne zakręty i kaskady. Przy lepszej widoczności muszą wyglądać spektakularnie. Tego dnia jednak krajobraz stopniowo znikał w mlecznej mgle, a śnieg zaczął sypać coraz intensywniej.

Poniżej znajdziesz nagranie z tego miejsca – uprzedzam tylko, że wiatr gra w nim pierwsze skrzypce, więc lepiej ściszyć dźwięk przed odtworzeniem.

Powrót przez śnieżne pustkowie

Nie pozostało nam więc nic innego, jak zacząć powrót. Najpierw musieliśmy jednak ponownie przemierzyć śnieżną pustynię prowadzącą do wyciągu na Medvědín. Droga dłużyła się bardziej, niż przypuszczaliśmy — zmęczenie zaczynało już dawać o sobie znać, a przenikliwe zimno skutecznie odbierało resztki energii.

W końcu dostrzegliśmy znajomy przebieg szlaku tuż przed wyciągiem. Ulga była ogromna. Zmarzliśmy już naprawdę porządnie — gdybym tylko miała przy sobie jeszcze jedną warstwę ubrania, bez wahania natychmiast bym ją założyła.

Chwilę później siedzieliśmy już w wagoniku, który szybko zwoził nas w dół, zostawiając za plecami białą, wietrzną przestrzeń. Na dole czekało nas tylko jedno marzenie — gorąca herbata i zasłużony odpoczynek w hotelu.

Choć pogoda tego dnia nie należała do najłaskawszych, wyprawę wspominamy z dużym uśmiechem. Góry po raz kolejny pokazały nam, że potrafią być nieprzewidywalne — i właśnie za to je kochamy. Bo czasem to nie idealne warunki tworzą najlepsze wspomnienia, lecz przygody, których zupełnie się nie spodziewaliśmy.

A gorąca herbata smakowała tego dnia lepiej niż kiedykolwiek.

Jeśli planujesz wędrówki po tej części Karkonoszy, koniecznie zajrzyj także do pozostałych opisów szlaków — znajdziesz tam więcej sprawdzonych tras i praktycznych wskazówek.

Twórzmy to miejsce razem

Postaw kawę

Jeśli ten artykuł pomógł Ci zaplanować podróż, odkryć nowe miejsce albo był po prostu chwilą inspiracji — możesz postawić mi wirtualną kawę. Coraz więcej czytelników wspiera to miejsce — będzie mi ogromnie miło, jeśli kiedyś zechcesz dorzucić swoją kawę. To drobny gest, dzięki któremu mogę nadal tworzyć przewodniki, trasy i miejsca warte drogi.

Stawiam kawę
To jednorazowe wsparcie — bez zobowiązań.
Zostańmy w kontakcie

Tylko miejsca warte drogi.

Spokojne inspiracje, mniej znane szlaki i miejsca, które naprawdę prowadzą w naturę.

Możemy być w kontakcie tak, jak Ci wygodnie.

Wolisz krótsze formy? Obserwuj na Facebooku →

Skomentuj

Spodoba Ci się także

Pomogłam Ci zaplanować podróż?

Jeśli moje treści pomogły Ci zaplanować podróż, odkryć nowe miejsce albo po prostu dobrze spędzić tu czas — możesz symbolicznie postawić mi kawę.
To drobny gest, który pomaga mi tworzyć kolejne przewodniki, testować szlaki i dzielić się miejscami wartymi zobaczenia 🤍

Nie prowadzę subskrypcji – to jednorazowe wsparcie.

Podróżujmy razem

Na Facebooku dzielę się miejscami, które naprawdę warto zobaczyć — bez tłumów, schematów i turystycznych pułapek.

Znajdziesz tam szybkie inspiracje, aktualne wskazówki i pomysły na kolejne wyjazdy.